Relacja z Barth – po powrocie do Warszawy…
Cześć! :-)
Nazywam się Antek i pływam na Zoomie od trzech sezonów – może pamiętacie moją charakterystyczną łódkę w kolorze jajecznicy? Jakiś czas temu razem z resztą ekipy wróciliśmy do Polski po mistrzostwach świata Zooma8, które odbyły się w Barth w północnych Niemczech. W związku z tym zostałem poproszony przez p. Węgrzynowskiego o napisanie treściwej relacji, co niniejszym czynię. Do rzeczy!
Mój tegoroczny sezon Zooma rozpoczął się dość późno, bo dopiero po rozpoczęciu wakacji. To wszystko z powodu przejścia do liceum, do którego szczęśliwie udało mi się dostać. W każdym razie, razem z trenerem mieliśmy dość napięty harmonogram – do 10.07 (dzień rozpoczęcia regat z wyścigiem próbnym) musiałem się rozpływać i przygotować do walki o jak najlepszą pozycję na regatach. Z tego powodu trenowaliśmy przez kilka dni na Zalewie Zegrzyńskim, a następnie dołączyliśmy do ekipy p. Wolniewicza w Lubczynie koło Szczecina (nad jeziorem Dąbskim). Po licznych kłopotach z odnalezieniem drogi do wakacyjnej miejscowości udało się nam w końcu dotrzeć i dostać zakwaterowanie w samym porcie. Mimo kręcącego się tu i ówdzie towarzystwa otoczonego lekką nutką charakterystycznego alkoholowego zapachu atmosfera była przyjemna, a to głównie ze względu na pogodę i warunki (mimo tymczasowych kompletnych braków w sile wiatru).
Po kolejnych kilku dniach spakowaliśmy cały sprzęt i przenieśliśmy się o 250km na zachód – do Barth. Tam, po wstępnym rozpakowaniu łódek i ich wyposażenia, dostaliśmy miejsca do spania nie w samym mieście, lecz w jednej z przyległych miejscowości – w Pruchten. Tam, po chwili odpoczynku, rozbiliśmy namiot. Po jego złożeniu dostaliśmy wiadomość od państwa Kwiatkowskich z Torunia, że mamy mieszkać z nimi po drugiej stronie Barth, w Küstrow. Tak się jednak nie stało, ponieważ… Nie mogliśmy tej miejscowości odnaleźć :-) . W końcu skończyliśmy na mieszkaniu w namiocie. Jak się później okazało, oszczędności na tym zachowane wystarczyły na zakup nowego żagla – co z przyjemnością uczyniliśmy.
Przed regatami mieliśmy do dyspozycji trzy dni treningów. Pierwszego dnia razem z Błażejem z Torunia (POL26) wypłynęliśmy bez motorówki trenerskiej na wodę aby rozeznać się w panujących warunkach i opowiedzieć wszystko tym, którzy mieli później zejść na wodę – wszystko po to, aby ułatwić im żeglowanie. Pogoda była słoneczna – i taka towarzyszyła nam przez cały wyjazd – a wiatr dął nawet z siłą 5 w skali Beauforta. Niestety, takie warunki nie panowały przez cały czas. Mimo ogólnie dobrych nastrojów, pogody i licznych sympatycznych koleżanek zza granicy ciężcy zawodnicy (między innymi tacy jak ja – z powodu moich rozmiarów schodzę z Zooma po tym sezonie) dostali spory handicap w stosunku do wątlejszych kolegów – a wszystko z powodu małego wiatru, którego nie było ze względu na obecność wyżu nad północnymi Niemcami. O tym jednak później.
Po intensywnej pracy przy sprzęcie i zainstalowaniu licznych przydatnych patentów (które w zeszłym roku nie były dozwolone, a w tym są) łódka bezproblemowo przeszła przez pomiary. Powróciliśmy do namiotu zmęczeni, jednak dobrze nastawieni do nadchodzących regat – w końcu mistrzostwa świata nie są organizowane codziennie.
Następnego dnia, w niedzielę 10.07, ponownie poszliśmy chwilę popracować przy sprzęcie – tym razem jednak w celu sprawdzenia działania wszystkich kluczowych urządzeń łódki. Po chwili konwersacji z ekipą holenderską poszliśmy się szykować, ponieważ na godzinę 15:00 zaplanowano wyścig próbny. Mimo że byliśmy przekonani o absolutnej gotowości łódki i mojej do startu, to nieco się tego obawiałem – wszak ten start był moim pierwszym od blisko 10 miesięcy (!). Jak wyszło w końcowym rozrachunku – nie poszło tak źle, i to ani nam, ani komisji czuwającej nad porządkiem wśród łódek. Tradycyjnie już, część zawodników wyścigu nie ukończyła, lub nawet nie zaczęła – my jednak postanowiliśmy udać, że jest to zupełnie normalny wyścig. Nie wiem na ile dobrze nam to wyszło – w mojej opinii, niezależnie od wagi danego wyścigu, należy się stawić na linii startu o pojechać aby wyciągnąć odpowiednie wnioski z ruchów przeciwników.
Następnego dnia, w poniedziałek, miały się odbyć 3 wyścigi (i tak do końca regat). Pierwszy start był zaplanowany na godz. 11, przez co nie było zbytniego pośpiechu z przygotowywaniem łódki do jazdy. Na szczęście organizatorzy przenieśli pozostałe starty również na 11 – a pierwotnie miała to być 10. Tylko ostatniego dnia pierwszy sygnał był o 10, przez co wszyscy mogli spokojnie wcześniej pojechać do domów. Jak się okazało, było to trafne posunięcie – tuż po zapakowaniu sprzętu lunął deszcz i burza gradowa.
Wracając jednak do właściwych zawodów - w kategorii pań mieliśmy trzy zawodniczki – Polę Berent z YK Stal Gdynia, i Gosię Juchniewicz wraz z Korą Rynkowską z MKŻR Szczecin. O ile żeglarki od p. Wolniewicza zajmowały miejsca w końcówce stawki, to Pola radziła sobie bardzo dobrze – zajęła 6, 9 (później odrzucone) i 4 miejsce.
Od pierwszego dnia stało się jasne, że nasz kolega, mieszkający w Niemczech Polak – Sebastian Horstmann – pływa najlepiej z całej ekipy. W pierwszych trzech wyścigach zajął miejsca: 5, 11 i ponownie 5. Nieco gorzej szło Rafałowi Szatkowskiemu ze Szczecina – z wyścigów dostał odpowiednio – 27 (później dostał za to odrzutkę), 15 i komplet punktów za OCS’a (ponownie odrzutka – zdecydowanie jego najgorszy dzień). Pozostałe miejsca godne uwagi to 10 Błażeja Kwiatkowskiego z Torunia. Pozostałym rywalizacja nie szła na tyle dobrze – ani bracia Piotr i Adam Górajkowie z ekipy p. Wolniewicza, ani Olkowi Matysiakowi z YKP Warszawa, ani mi nie udało się osiągnąć pułapu reszty grupy.
Drugiego dnia niestety siadł wiatr, przez co start został odroczony na godzinę w przód, a ostatni wyścig przeprowadzono dopiero po godzinie tułaczki po akwenie. Po tym czasie rozegrano trzy wyścigi, w których nasi zajęli miejsca – Pola 3, 2 i 5, Kora 13, 14 i 24, Gosia 29, 23 i 30, Bastian 14, 18 (oba odrzucone) i 4, Rafał 10, 25 i 21, Błażej 18, 26 i 47 (odrzucone), Olek 11, 39 i 19, Adam 7, 16 i BFD (odrzucone), Piotrek 29, 20 i 32, a ja 20, 28 i 38. Miejsca w klasyfikacji pozostały mniej więcej takie same jak poprzedniego dnia. Mimo to niektóre wyścigi miały decydujące znaczenie dla miejsc na końcu regat.
Dzień trzeci był z założenia dniem rezerwowym w razie trudności z organizacją wyścigów przez pierwsze dwa dni. Ponieważ jednak nie było potrzeby puszczenia czegokolwiek, to mieliśmy dzień wolny. Organizatorzy odrobili pracę domową i wyszli z propozycją bezpłatnego (dla zawodników) wyjazdu do nowo zbudowanego Aquaparku. Pojechali tam wszyscy z Polski poza nami – to znaczy Piotrem – trenerem i mną. Nie traciliśmy jednak czasu, i pojechaliśmy autem na plażę. Powiem szczerze – niektóre widoki mnie pozytywnie zaskoczyły :-) . Po leniwie spędzonych kilku godzinach i chwili lansowania się „po polsku” (tzw. „zimny łokieć” i otwarte wszystkie szyby) pojechaliśmy do portu wybadać sytuację. Okazało się, że jedziemy do rodziców Bastiana na grilla, a potem wracamy do portu na… dyskotekę. Brzmiało to nieźle, dlatego też wystroiliśmy się, jak to określił pan Robert, „jak stróż w Boże Ciało”. Niestety nie wyszło tak dobrze, ponieważ sprowadzona przez organizatorów kapela przygrywała tylko nudnawe „pszeboje”, przez co nikomu nie chciało się w ogóle ruszać po zjedzeniu kilogramów darmowej kiełbasy. Skoro koleżanki były takie sympatyczne, to po co się było męczyć? :-)
Dzień czwarty ponownie upłynął pod znakiem braku wiatry. Tym razem jednak wyścigi przełożono na godzinę 12, więc ostatni wyścig nie skończył się zbyt późno. Ponownie dała o sobie znać naprawdę dobra organizacja – każdy trwał po ok. 45-50min., a przerwy nie były długie, przez co ani nie obijaliśmy się na łódkach, ani nie musieliśmy być wciągani na brzeg po pływaniu. Nasi zawodnicy w większości pływali podobnie jak w dniach poprzednich. Oto miejsca – Pola 4, 7 (odrzucone) i znów 4, Kora 19, 26 (odrzucone) i znowu 19, Gosia 26 i dwa razy 31 (jedno odrzucone), Bastian 11, 5 i 4, Rafał 15, 18 i i 9, Błażej 21, 45 i 16, Olek 28, 13 i 24, Adam 29, 36 i OCS (odrzucony), Piotr 34, 21 i 31 i ja 32, 40 i 34.
Wreszcie nastąpił ostatni już, piąty dzień regat. Zmieniło się wtedy kilka rzeczy. Po pierwsze, wiatr – w odróżnieniu od dni poprzednich – wiał od strony stałego lądu, a nie tak jak wcześniej, czyli od morza przez sieć wysepek, półwyspu i poszarpanego brzegu. Z tego powodu ciągle kręciło, a to z kolei nieraz powodowało nieoczekiwane rezultaty na linii mety. Mimo słów p. Wolniewicza, że tak naprawdę ostatni dzień jest tylko potwierdzeniem wyników z dni poprzednich, nasi ostro się wzięli do roboty. Bastian, który miał szansę na miejsce na podium, w końcu wyszedł na 5 miejscu – 4, 7 i 9 miejsca dały mu w końcowym rozrachunku z dwoma odrzutkami 65 punktów, co dawało mu 4 lokatę. Ponieważ jednak Henrik ze Szwecji (SWE124) miał lepsze miejsca przy takiej samej ilości punktów, to Bastian został zepchnięty o miejsce dalej. I pomyśleć, że do 3 miejsca zabrakło tylko 2 punktów… Rewelacyjne wyniki w dwóch wyścigach miał Rafał – poza jednym 20, udało mu się osiągnąć 6 i… 1 miejsce! Również Pola prezentowała wysoką formę, zajmując dwa 3 i jedno 6 miejsce, dzięki czemu udało jej się utrzymać na 3-cim miejscu w klasyfikacji generalnej. Mimo wygranej w drugim wyścigu Rafała, chyba najbardziej wszystkich zaskoczył Adam – po dwóch pierwszych startach dostał miejsca 15 i 58, lecz w ostatnim biegu rzutem na taśmę zajął 4 miejsce. To pozwoliło mu zmniejszyć nieco punktowy handicap po drugim wyścigu. Nasi dalsi zawodnicy zajęli miejsca – Olek 38, 39 i 50 (odrzucone), Piotrek 33, 61 i 58 (oba odrzucone), Kora 14, 13 i 20, Gosia 25, 19 i 27, a ja 44, 17 i 62 (odrzucone).
Co z tego wszystkiego wyszło? Nasi najlepsi zawodnicy, Pola Berent i Sebastian Horstmann, zajęli odpowiednio 3 i 5 miejsce w swoich kategoriach. Gratulacje dla nich! O ile Pola swoją pozycję zawdzięcza konsekwencji z jaką zajmowała miejsca w pierwszej szóstce, to Bastian na piąte miejsce spadł po prostu niefartem – gdyby Henrik ze Szwecji pojechał którykolwiek z wyścigów o jedną pozycję gorzej, to Basti byłby czwarty. Ale cóż – taki jest sport! Obu naszym zawodnikom z pierwszych piątek życzymy jeszcze lepszych sukcesów – choć wiadomym jest, że łatwo nie będzie.
Nieco w cieniu swoich kolegów jechali nasi następni zawodnicy – Rafał i Błażej. I choć po raz pierwszy widzimy „Młodego” ze Szczecina w tak dobrej formie (tak trzymać! :-) ), to Błażej nie pojechał na 100% swoich możliwości – patrząc na zeszłoroczne wyniki (wygrane zeszłoroczne mistrzostwa Polski i 10 miejsce na mistrzostwach świata) mogło być dużo lepiej. Może to z powodu warunków wietrznych?
Nasze dwie koleżanki ze Szczecina – Kora i Gosia – dzielnie sobie radziły w konfrontacji z żeglarkami z całej Europy. Korze udało się zapracować na 21 miejsce, zaś Gosia wylądowała na 29 pozycji.
Olek, Adam, Piotr i ja w klasyfikacji końcowej znaleźliśmy się na pozycjach: 30, 33, 35 i 36. Każdy z nas ma rzeczy nad którymi należy popracować – mamy więc nadzieję, że uda nam się wszystko dopiąć na ostatni guzik aż do 14 sierpnia!
Ogólnie mówiąc, poza drobnymi wpadkami organizatora (typu brak koszy na śmieci na praktycznie całym terenie przystani) zawody były zorganizowane bardzo dobrze. Wychodzimy z tej imprezy z całą walizką nowych doświadczeń, nowymi znajomościami, a także z solidną porcją nauczki na przyszłość. Pozostaje się tylko solidnie przygotować do kolejnej bardzo ważnej imprezy, jaką z pewnością będą mistrzostwa Europy w Marstrand, Szwecja. Chciałbym w tym miejscu podziękować całej ekipie - p. Wolniewiczowi, Piotrkowi Cichockiemu, państwu Berentom i Kwiatkowskim za niemal matczyną opiekę nad naszą wrzeszczącą bandą z Pruchten, organizatorowi za fajne regaty, a Matce Naturze za taką ilość wspaniałych przedstawicielek płci pięknej w jednym miejscu! :-)
Pozdrawiam wszystkich ZOOM’owców!
- Antek, POL19